Kolejna, długa i zupełnie nieplanowana przerwa w blogowaniu mam nadzieję, że już za mną. Bardzo nie lubię zimy, a ta była dla mnie wyjątkowo męcząca. Właściwie poza pracą, bieganiem, czytaniem książek i oglądaniem filmów nie miałam energii na nic więcej. Nazbierało się więc sporo zaległości, które w końcu chcę tu nadrobić.
Zaczynam od zdjęć z naszego jednodniowego wypadu w Bieszczady w połowie listopada ubiegłego roku. W jesiennej odsłonie są jeszcze bardziej dzikie, surowe i nieco melancholijne. Ludzi jest zdecydowanie mniej, nawet w tych bardziej popularnych miejscach, co tylko potęguje wrażenie przestrzeni i spokoju.
Wybraliśmy się na Połoninę Wetlińską szlakiem z Wetliny, a na koniec skusił nas jeszcze Smerek, który w bonusie dał nam widok na Tatry.
Ponoć widoczność Tatr ze Smereka (to ok. 170 km w linii prostej) zdarza się rzadko i wymaga specyficznych warunków. Nam akurat tego dnia udało się zaobserwować słowacką część Tatr Wysokich, przypuszczalnie na zdjęciu widać m.in. Łomnicę.
Panorama Połoniny Wetlińskiej - m.in. Szare Berdo, Przełęcz Mieczysława Orłowicza, Osadzki Wierch. Na dalszym planie po prawej stronie masyw Połoniny Caryńskiej.
Cała trasa to około 24,5 km przyjemnej wędrówki.

















